Bardzo mu się plączą nogi.
Pada, wstaje, znowu pada
I do siebie sam tak gada.
Ci drogowcy, niech ich diabli!
Tak nierówno asfalt kładli.
Tutaj góra, tu kałuża,
Droga do dom się wydłuża.
Skręca w prawo, skręca w lewo,
Czasem głową walnie w drzewo.
Idzie rowem i chodnikiem,
Podpierając się patykiem.
Przepił już wypłatę całą
Oraz żony rentę stałą.
Przepił meble i mieszkanie,
Co się teraz z biednym stanie?
Do poradni niech się zgłosi
I o pomoc niech poprosi.
Postanowić tak po męsku,
By z nałogu wyjść zwycięsko!
Pada, wstaje, znowu pada
I do siebie sam tak gada.
Ci drogowcy, niech ich diabli!
Tak nierówno asfalt kładli.
Tutaj góra, tu kałuża,
Droga do dom się wydłuża.
Skręca w prawo, skręca w lewo,
Czasem głową walnie w drzewo.
Idzie rowem i chodnikiem,
Podpierając się patykiem.
Przepił już wypłatę całą
Oraz żony rentę stałą.
Przepił meble i mieszkanie,
Co się teraz z biednym stanie?
Do poradni niech się zgłosi
I o pomoc niech poprosi.
Postanowić tak po męsku,
By z nałogu wyjść zwycięsko!
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz